Praca w projekcie a działania systemowe

Głośno ostatnio mówi się o warunkach pracy w organizacjach pozarządowych. Uwagę zawraca niekorzystna dla pracowników sytuacja wynikająca przede wszystkim z braku poczucia stabilności zatrudnienia. Ci, którzy podnoszą tę kwestię, piętnują organizacje jako pracodawców. Jeśli jednak przyjrzeć się przyczynom tego zjawiska, można zauważyć, że trzeci sektor rzadko ma tu szerokie pole manewru. Sytuacja organizacji jako pracodawcy dodatkowo komplikuje się, gdy podejmuje się on działać systemowo – zwłaszcza na polu, w którym rażąco brakuje działań państwa. Model działania i zatrudnienia, o którym niżej, odbija się negatywnie nie tylko na organizacjach pozarządowych, ale uderza w tych, którzy korzystają z ich pomocy.

Praca projektowa w teorii

Pojęcie pracy projektowej postrzegane jest raczej pozytywnie: jest to praca w zespole, nastawiona na konkretny efekt, osiągnięty w wyniku współpracy osób o różnych, uzupełniających się kompetencjach. Ma jasno zakreślone granice czasowe, harmonogram działań oraz wykonujący ją personel: merytoryczny i administracyjny. Finansowana jest w zdecydowanej większości z pieniędzy publicznych: unijnych bądź pochodzących z budżetów samorządowych. Taki model zatrudnienia upowszechnił się w Polsce wraz z wejściem do Unii Europejskiej. I może warto wrócić do tych początków, aby wyjaśnić, czemu on nie działa, lub działa tylko w ograniczonym zakresie w odniesieniu do działań systemowych.

W czasie podstawowych szkoleń z zakresu funduszy unijnych mowa jest m.in. o tzw. „efekcie dźwigni” – ze wszech miar pożądanym, w przeciwieństwie do „efektu wypchnięcia” – tym, którego powinniśmy się wystrzegać. Co oznaczają te pojęcia? Pierwsze z nich definiuje, na co fundusze unijne powinny być użytkowane: w założeniu mają służyć finansowaniu czegoś dodatkowego w stosunku do podstawowych obowiązków państwa. Takie zadania niekoniecznie muszą być prowadzone w sposób ciągły, mogą być akcyjne, jednorazowe, ważne jednak, aby ich oddziaływanie było dłuższe niż sam czas trwania realizacji projektu. Efekt „wypchnięcia” zaś to finansowanie z funduszy UE tych zadań, za które państwo odpowiada lub odpowiadać powinno. Jest to zatem niejako „delegowanie” zadań państwa na inne podmioty i finansowanie ich ze środków unijnych. Ten negatywny, zdaniem teoretyków, proceder w praktyce okazał się rozwiązaniem lepszym niż przewidywano. Organizacje wypracowały bowiem w tych ramach wiele innowacyjnych i trwałych modeli działania. System finansowania jednak pozostał bez zmian – od projektu do projektu, z przerwami w wykonywaniu działań w okresie pomiędzy nimi.

Praca od projektu do projektu

Praca od projektu do projektu charakteryzuje się brakiem stabilności zatrudnienia, umowami czasowymi, nierzadko cywilnoprawnymi zamiast umów o pracę. Decydują o tym fundusze, które przeznaczane są na ograniczone w czasie przedsięwzięcia. Te zaś liczone są raczej w perspektywie kilkumiesięcznej, rocznej, rzadziej dwuletniej, a już zupełnie sporadycznie – wieloletniej. Całość tego podejścia przekłada się w oczywisty sposób na brak ciągłości prowadzonych projektów. Jaki skutek ma to dla działań systemowych?

Dla zobrazowania konsekwencji, jakie powyższa praktyka finansowania niesie dla stałych działań pomocowych prowadzonych przez NGO-sy, posłużę się przykładem. Stowarzyszenie Interwencji Prawnej działa od dziesięciu lat na polu, w którym państwo jest niemal nieobecne. SIP świadczy bowiem bezpłatną pomoc prawną i integracyjną cudzoziemcom spoza UE (bez względu na ich status) przebywającym w Polsce. Działania SIP-u finansowane są w głównej mierze z pieniędzy projektowych – unijnych (obecnie przede wszystkim: Fundusz Azylu, Migracji i Integracji: FAMI) oraz z budżetu państwa (konkursy ogłaszane przez warszawski samorząd lub wojewodę). Do tej pory ten model finansowania organizacji działał. Jak kruche jednak były jego podstawy pokazuje obecna sytuacja. Zanim do tego przejdziemy, przybliżmy jeszcze działalność Stowarzyszenia.

SIP – organizacja ekspercka

SIP od dziesięciu lat prowadzi bezpłatną pomoc prawną i integracyjną dla cudzoziemców. Od sześciu lat pomoc realizowana jest poprzez Centrum Informacyjne dla Cudzoziemców. Codziennie z pomocy prawników i doradców korzysta około dwudziestu osób. Organizacja jest też aktywna na polu rzeczniczym, działając na rzecz zmiany systemowej w prawie oraz polityce społecznej, a więc tam, gdzie jest ona potrzebna. Członkowie i pracownicy SIP to cenieni przez administrację publiczną eksperci, często zapraszani do zgłoszenia uwag do różnych dokumentów publicznych lub do zasiadania w ciałach doradczych.

Wszystkie te działania niosą za sobą konieczność zatrudnienia przede wszystkim wykwalifikowanego personelu, w tym prawników. Kwalifikacje tych ostatnich nie oznaczają wyłącznie konieczności znajomości prawa migracyjnego, ale też języków obcych – przynajmniej angielskiego, francuskiego i rosyjskiego – aby móc porozumieć się z cudzoziemcami. Niemniej ważna rola przypada doradcom integracyjnym, którzy pomagają obcokrajowcom we wszystkich sprawach niewymagających interwencji prawnej. Trudno byłoby tak wykwalifikowany personel skusić „śmieciówkami”. Zresztą, zgodnie z prawem, umowy cywilnoprawne są czasowym, a nie docelowym rozwiązaniem. Zatem praktycznie wszyscy pracujący w SIP-ie mają umowy o pracę, co w sektorze pozarządowym jest nie lada luksusem. Tutaj jednak to jedyny możliwy standard – dzięki temu od lat organizacja utrzymuje wykwalifikowany i świetnie współpracujący ze sobą zespół . Takie rozwiązanie ponosi za sobą rzecz jasna duże koszty dla pracodawcy. Zdecydowana większość do tej pory pokrywana była z pieniędzy „projektowych”.

Brak funduszy na podstawową działalność

W tym roku SIP nie uzyskał dotacji z FAMI na prowadzenie Centrum Informacyjnego dla Cudzoziemców. W najprostszym przełożeniu oznacza to brak funduszy na jego działanie. Przy tej okazji pojawiają się jednak szerzej zakrojone pytania. Dotyczą one w ogóle modelu finansowania działalności organizacji pozarządowych świadczących usługi pomocowe. Czy system projektowy jest tu najlepszym rozwiązaniem? Centrum Informacyjne dla Cudzoziemców, jak wspomniałam, prowadzone było przez sześć lat, kiedy to wyróżniane było jako dobra praktyka. Co spowodowało zatem, iż projekt nagle uznano za zbędny? Wyniki konkursu przeznaczonego na dofinansowanie działań prowadzonych na rzecz migrantów pozwalają przypuszczać, że po części zadecydowała tu inna wizja polityki integracyjnej wobec cudzoziemców. Inna wizja lub jej brak. Można zadać pytanie, dlaczego decydenci, organizując konsultacje dotyczące poszczególnych programów (w tym przypadku mowa o FAMI, którego kształt ministerstwo konsultowało z przedstawicielami strony społecznej), jeszcze przed ich uruchomieniem tak naprawdę nie słuchają głosu organizacji pozarządowych? W efekcie priorytety, na które rozpisywane są konkursy, dotyczą wycinkowych, żeby nie powiedzieć przypadkowych, elementów zagadnienia, jakim jest polityka migracyjna i integracyjna. Tak stało się właśnie tym razem.

Członkowie SIP-u, jak podkreślają, są dalecy od postawy roszczeniowej. Pozostają otwarci na każdą dyskusję na temat modelu finansowania organizacji pomocowych. Łącznie z wariantem konieczności nawiązywania kontaktów z biznesem, w celu znalezienia funduszy przynajmniej na część działań. Pamiętajmy jednak, że nie zawsze praca na rzecz wykluczonych idzie w parze z podejściem biznesowym, które jest nastawione na zysk. Firmy w ramach CSR-u wspierają te przedsięwzięcia, które budują ich wizerunek. Uchodźcy i imigranci nie zawsze są tu pożądanym elementem (a ostatnio – patrząc na wyniki badań polskiej opinii publicznej – są raczej wyjątkowo niepożądanym). Powiedzmy jeszcze o nastawianiu samego społeczeństwa i urzędników. Szczególnie ci ostatni widzą NGO-sy jako grono zapaleńców i ludzi pracujących dla idei. A skoro dla idei, powinni robić to – ich zdaniem – za darmo.

Pracownicy organizacji wielokrotnie spotykają się z takim podejściem, negocjując stawki wynagrodzeń personelu projektów. Stawki, dodajmy, niższe od rynkowych. SIP zatem, aby pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują, musi walczyć: z utopijnym i wynikającym najwyraźniej z braku wiedzy na temat działania rynku pracy podejściem wśród urzędników oraz z brakiem szerszej wizji – w tym przypadku dotyczącej polityki migracyjnej i integracyjnej – wśród decydentów.

Co dalej?

Stowarzyszenie nie zamyka swojej działalności, ale jest w bardzo trudnej sytuacji. Organizacja została zmuszona do znacznego zmniejszenia wymiaru udzielanej pomocy. A jak jest ona potrzebna świadczą rzesze – kilkanaście osób dziennie – którym prawnicy i doradcy SIP muszą odmawiać udzielenia porady. Trudno znaleźć w tym dobre strony, szczególnie z punktu widzenia samych klientów. Jedynym pozytywnym aspektem jest uruchomienie ogromnych pokładów solidarności wśród zwolenników Stowarzyszenia oraz wśród osób, którym ono pomogło. Z inicjatywy jednej z klientek SIP-u – Elmiry Abasbekovej – została uruchomiona petycja on-line, w której mowa o konieczności finansowania takich działań jak te prowadzone przez to stowarzyszenie. Można mieć nadzieję, że zaistniała sytuacja będzie impulsem: dla SIP-u – do poszukiwania nowych źródeł finansowania i budowania niezależności wobec funduszy państwowych, dla decydentów – do zastanowienia się nad modelem migracji i integracji, jaki chcą wdrażać oraz nad rolą, jaką mają w nim pełnić organizacje pozarządowe, będące do tej pory jedynym partnerem, czy należałoby powiedzieć liderem na tym polu. Do rozwiązania pozostaje także model finansowania działań organizacji świadczących stałe usługi pomocowe. Jeśli ma być utrzymana stałość i systemowość działań, nie może być mowy o niestabilności finansowej i działaniach w trybie krótkich projektów.

 

Klara Sołtan-Kościelecka

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej

 

Organizatorzy i partnerzy

baner-logotypy

Organizator: Fundacja Inicjatyw Społecznych „Się Zrobi!”. Partner: Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych. Patron medialny: ngo.pl.
Projekt realizowany w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.